Inna jednak sprawa niepokoiła członków Rady: czy założyciel fizycznie jest w stanie znieść trudy podróży, a także ciężar prac, które spadną na niego w samym środku upalnego lata? Wszyscy oni wiedzieli, że cukrzyca stwierdzona jesienią 1944 roku, kiedy pękł mu wrzód na szyi, była coraz bardziej zaawansowana. Według lekarskiej opinii Juana Jiméneza Vargasa, który dokładnie śledził przebieg choroby, «tylko cudem jeszcze żył».
Don Josemaría zdawał sobie sprawę, że jeśli chodzi o chorobę, znajdował się bardziej w rękach Opatrzności niż lekarzy. W miarę, jak upływały kolejne miesiące, a choroba się rozwijała, coraz większa stawała się niepewność, co do jej przyczyn, podobnie, jak to miało miejsce jeszcze w Burgos, gdy wykryto u niego objawy gruźlicy oraz krwotoki z gardła. Nigdy nie byłem w gorszej formie fizycznej i moralnej – pisał do don Álvara 13 czerwca 1946 roku. Sytuacja ta bardzo przypominała tamtą z czasu rekolekcji w klasztorze Santo Domingo de Silos, we wrześniu 1938 roku. Widzę, że — pisał wówczas — nie tylko nie jestem zdolny popychać Dzieła naprzód, ale niezdolny siebie samego zbawić. [...]. Nie rozumiem tego! Czy nadejdzie choroba, która mnie oczyści?.
Prawdopodobnie tutaj kryje się sens owego tajemniczego zdania z listu, który kilka tygodni wcześniej pisał do Rzymu: Coś sprawia, że ta sytuacja przypomina mi tamtą: nie wiem dlaczego… Ależ tak, dobrze wiem dlaczego. Założyciel wracał pamięcią do czasów Burgos i tam szukał korzeni jakiegoś przeczucia.
Widząc, w jak kiepskim jest stanie fizycznym, udał się po poradę do lekarza. 19 maja 1946 roku doktor R. Ciancas zrobił mu badania, stwierdzając znacznie podwyższony poziom cukru w moczu. Tego samego dnia zbadał go znany internista, dr Rof Carballo, który potwierdził cukrzycę i zalecił, żeby zrobić krzywą poziomu cukru.
Jednomyślna opinia członków rady brzmiała, że podróż do Rzymu jest konieczna. Oznajmili to Ojcu, który im podziękował i wytłumaczył im, że widział jasno w obecności Boga, że musi jechać do Wiecznego Miasta, jakakolwiek by była ich decyzja.
Źródło: www.opusdei.pl